Pierwsza Wyprawa Śladami Benedykta Polaka

I Wyprawa Śladami Benedykta Polaka

Od początku

Podróż z Benedyktem zaczęła się latem 1998, zupełnie niespodziewanie, na plaży, gdzieś między Chałupami a Kuźnicą. Nadzy wylegiwaliśmy się z Dorotą na piasku i ręcznikami zasłaniając spieczone pośladki czytaliśmy książki kupione z rana na straganie w Chałupach. Moja książka, wygrzebana spośród masy innych, powrzucanych w drewniane skrzynki żywcem wzięte z warzywniaka, już po kilku stronach wyciągnęła mnie daleko poza brzeg półwyspu. Na jakiś czas zawisłem nad ogromną suchą równiną, po której powoli płynęły niewyraźne postacie jeźdźców. Spadłem (trochę bardziej opalony) z powrotem na plażę, dokładnie w to samo miejsce, tuż obok Doroty. Zaraz opowiedziałem jej o tym gdzie byłem i, że chciałbym tam pojechać, koniecznie. Te kilkanaście stron poświęconych wyprawie Benedykta czytałem w kółko aż do wieczora, a potem przez następne tygodnie, w czasie wędrówki po Suwalszczyźnie i Podlasiu. Kiedy tylko wróciliśmy do domu w Szczecinie, szukałem potwierdzenia swojego odkrycia, no i znalazłem - kilka zdań w encyklopedii i w uwagach metodycznych starego podręcznika historii. To wystarczyło, nabrałem pewności i z entuzjazmem zacząłem opowiadać wszystkim o Benedykcie Polaku.

- Kto? Polak ? Benedykt Polak? W Mongolii? Przed Marco Polo?
Nawet się nie dziwiłem, że większość pierwsze słyszy, a niektórzy patrzą na mnie badawczo. Ale spotykałem też takich, dla których kwalifikowałem się do natychmiastowego leczenia, jako przypadek chorobliwego owładnięcia bakcylem pierwszorzędności Polski i Polaków w dziejach świata. Jakbym przekonywał, że pierwszym człowiekiem na księżycu był Twardowski, albo (jak w XVII w . niejaki Dębołęcki), że Adam i Ewa w raju mówili po polsku.