Pierwsza Wyprawa Śladami Benedykta Polaka

Mór powraca. A zdawało mi się, że zaraza nie ma już dostępu do świata, że skoro wiecie - chyba już wszystko, nad tym też zapanowaliście, jak nad wszystkim. Bo przecież jak widzę macie sposoby na wszelkie boleści ciała, jak i duszy i odjęte jednemu serce, drugiemu w pierś wkładacie i żyje, dalej kochając, jak przedtem, swoją żonę i przyjaciół tych samych.

Trafiłem tu za namową i nie żałuję. Bo chociaż mówiono mi, że gdybym nie postawił tu swojej stopy - gdybym nie wyściubił nosa w tej niby księdze, to stałbym się niewidzialny i jakby w ogóle mnie nie było, to nie ze strachu przed głupim przesądem, ale z ciekawości świata, która przecież kiedyś już zaprowadziła mnie dalej niż mogłem przypuszczać, przystałem na to z prawdziwą radością. Jestem więc między wami, niczym wśród osobliwego ludu Parocitów, o których opowiadano, że mają tak małe i wąskie usta, że żywią się tylko zapachami i nie znają smaków. Jestem w waszym świecie, który zdaje się odległym nieporównanie bardziej jeszcze niż ziemie Kangitów, kraje Czarnych Kitajów, Najmanów i Tatarów, do których dotarłem jadąc bez wytchnienia na wschód. Więc teraz, skoro dzięki łasce Bożej trafiłem aż tu, muszę dalej wypełniać swoje powołanie i dowiedzieć się ile zdołam o rzeczach tutejszych i jeśli świat nie skończył się aż do tych czasów muszę próbować to wszystko pojąć i opowiadać o tym co widziałem i słyszałem.       
(Benedykt Polak, Szczecin, październik 2019)